• Wpisów: 1744
  • Średnio co: 13 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 13:34
  • Licznik odwiedzin: 102 013 / 1006 dni
 
purplelps
 
Nie przyjmuje komów typu ‘’Super”, „Fajne” itp.
***

  Morty obecnie leżał na jakimś stoliku, w garażu. Tam akurat leżał na brzuchu, z podwiniętą bluzką, gdzie akurat Rick obwiązywał mu brzuch bandażem.
-Ał! Cholera…-powiedział chłopiec-Czy to musi tak boleć?
-To nie moja wina, że zostałeś postrzelony.-odpowiedział sześćdziesięciolatek, który wyciągnął nożyczki-Sam w to g*wno wdepnąłeś, to teraz sam spróbuj z niego wyjść.
-Wielkie dzięki Rick.-w głosie czternastolatka było słyszać ironię-Kompletnie mi nie pomagasz.
-Ja ci tylko wypominam fakty.-jego dziadek od razu rozciął resztę bandażu i cały ‘’sprzęt” położył na stoliku
-Słuchaj, to był twój pomysł żeby jeszcze zrobić. Gdybyś się mnie posłuchał, to by się to tak nie skończyło!
-Masz szczęście, że jednak cię nie olałem i razem wróciliśmy do domu.  W przeciwnym razie twoi rodzice by mnie udupili. Poza tym muszę o ciebie dbać – jesteś moim ‘’partnerem w przestępstwach”.
-Weź nie przesadzaj. Jeszcze bardziej mnie przerażasz,
-Jesteś jeszcze młody i masz przed sobą całe życie. A nie pozwolę żeby przeze mnie mój własny wnuk zginął.-po chwili wziął z stołu jakąś strzykawkę-I nie pozwolę żebyś miał nudne życie. I wiedz, że nie będę twoją niańką, dlatego w większości sytuacji radź sobie sam.
-Dobra, dobra…
-No to się dogadaliśmy. A teraz zaciśnij zęby – będzie lekko kłuć.
Po chwili Rick od razu wbił w chłopca igłę. Czternastolatek od razu pisnął z bólu, jednak przestał kiedy już jego dziadek wyciągnął igłę.
-P-Poważnie Rick?!-spytał-Musiałeś?!
-Wiedz, że chciałem sprawdzić na tobie mój najnowszy wynalazek.-wyjaśnił mężczyzna-Właśnie pracuje mad substancją, która potrafi zagoić wszelkiego rodzaju rany.  Dlatego myślę, że bandaż nie będzie ci potrzebny, w dodatku dałem ci go jedynie, żebyś się zbytnio nie wykrwawił.
Po chwili chłopiec od razu lekko odwinął bandaż. Po chwili odwinął go jeszcze więcej i zauważył że po ranie nie ma ani śladu.
-Wow…-powiedział-J-Jestem pod wrażeniem
-Ta, też czasami siebie zaskakuje. Wiedz, że jesteśmy tam Emmet i Marty, czy jak tam oni się w tym „Powrocie do Przyszłości” nazywali.
-W sumie…No dobra. To ja już idę spać.-po chwili Morty wstał z stolika-Dobranoc Rick.-po tych słowach chłopiec wyszedł z garażu
-Dobranoc Morty…-odpowiedział jego dziadek

  Następnego dnia.  Było już popołudnie.  Rick i Morty obecnie wciąż siedzieli sami w domu. Pierwszy obecnie siedział w garażu, a drugi w salonie, gdzie oglądał telewizje.  Po chwili zadzwonił telefon.  Chłopiec od razu wstał , udał się na korytarz i przyłożył słuchawkę do ucha.
-Halo?-spytał
-O, cześć synku.-z słuchawki rozległ się głos jego mamy-Jak tam u ciebie i dziadka?
-Dobrze.
-No to dobrze.
Oboje wymieniali ze sobą dialogi. Po chwili Rick zaczął iść w kierunku kuchni.  Od razu ustał, obojętnie spojrzał na wnuka i podszedł do lodówki.
Po chwili znowu wrócić do niego, tym razem z butelką piwa w ręku.
Zobaczył, ze czternastolatek obecnie odkładał słuchawkę i nietypowo popatrzył się na mężczyznę.
-Rick…-zaczął
-Ej, mój zakaz ’’nie-picia” już się skończył.
-Nie o to chodzi. Masz może chwilkę?
-Jasne. Co chcesz?
- Pomożesz mi w pracy domowej?
-Po co?
-Bo jesteś ’’najinteligentniejszym człowiekiem w galaktyce”, a ja mam mały problem. No i liczyłem na małą pomoc, z twojej strony. To pomożesz mi czy nie?
-Nie.-po chwili wziął do ust łyk piwa
-Ale czemu?
-Bo *beeee* nie.
-Rick, proszę. Chociaż raz!
-Nie i koniec.  Sam sobie radź…-po chwili sześćdziesięciolatek zaczął iść w kierunku garażu
-Pójdę z tobą na kolejną z twoich wypraw! Tylko mi pomóż…
Po chwili Rick od razu spojrzał na chłopca.
-Ech, zgoda…-odpowiedział-Ale niech to będzie pierwszy i ostatni raz.
-Dobra.

  Od razu oboje się do pokoju chłopca. Tam na biurku leżały wszelkiego rodzaju zeszyty i rzeczy typu ołówki, długopisy itp.
-No dobra.-powiedział Rick siadając przy biurku-Pokaż mi z czym ty tu masz problem.
-Proszę.-po chwili jego wnuk otworzył zeszyt i pokazał mu to co trzeba
-No dobra, zobaczmy co da się zrobić. Ale pamiętaj – pomagam ci w pracy domowej, a ty w zamian ze mną idziesz.
-Tak, pamiętam.
-No i dobrze.

  Minęło jakieś półtorej godziny. Morty obecnie pisał coś w zeszycie.
-I gotowe.-powiedział
-No i fajnie.-poparł go dziadek-A teraz pora na moją obietnicę.
-Teraz? Tak szybko?
-No dobra.-po chwili Rick wyciągnął z swojego fartucha Pistolet Portalowy -Jeśli chcesz to otworzę portal do czarnej dziury i wrzucę cię tam, razem w twoją pracą domową.
-Nie no, spoko mogę z tobą iść. Nie chcę siedzieć w czarnej dziurze.
-Super.-po chwili mężczyzna od razu nacisnął przycisk na Pistolecie, otwierając przy tym portal-No to idziemy.
Po chwili oboje przeszli przez portal.

  Nie minęła sekunda, a oboje znaleźli się w innym wymiarze. Tam akurat wszystko było poniszczone, rośliny były zaniedbane i na dachach czy też ziemi leżały ludzkie zwłoki.
-O-O mój Boże!-powiedział Morty łapiąc się za głowę-R-Rick, czemu to wszystko tak wygląda?!
-Jesteśmy w Wymiarze gdzie ludzie *beeeee* powymierali. –wyjaśnił jego dziadek zabierając coś z ziemi-Jakaś epitemia czy coś.
-Epitemia?! R-Rick, poważnie musimy tu być?!
-Tak Morty, musimy. Z resztą się nie umrzesz, nie ma szans, że się zarazisz.
-No dobra….
-No to zaj*biście. A teraz mi tego popilnuj.-po chwili mężczyzna dał czternastolatkowi zebrane przez siebie rzeczy-Ja muszę się rozejrzeć. Zaraz wracam.
Po chwili sześćdziesięciolatek od razu poszedł. Chłopiec zauważył coś na ziemi. Od razu odłożył wszystko, co dał mu Rick i podszedł, zobaczyć co to za przedmiot. Od razu rozpoznał, że to Pistolet Portalowy Rick`a. Na pewno mógł mu wypaść z fartucha.
Morty pierwszy raz miał owy przedmiot w ręku. Po chwili przypadkowo nacisnął przycisk otwierający Portal. Po chwili z Portalu wyszły jakieś macki i zaczęły łapać Morty`ego.
-Ch-Cholera!-krzyczał-Puszczajcie mnie!
Po chwili macka została zestrzelona laserem. Czternastolatek od razu wylądował na ziemi. Obejrzał się – jakiś metr od niego stał Rick, który właśnie chował do fartucha pistolet. Następnie podszedł do niego, wziął z ziemi Pistolet portalowy i nacisnął przycisk zamykając portal.
-Wygląda na to, że uratowałem cię po raz piąty… Czy tam szósty…-powiedział
-Wybacz…-odpowiedział jego wnuk
-Wybaczam, tylko… Proszę, nie wpadaj już tak często w tarapaty.
-No dobrze, dobrze. –po chwili chłopiec wziął rzeczy, które zostawił wcześniej-Tylko jakoś znalazłem twój Pistolet Portalowy i…
-Wiedz, że to nie jest oryginalny Pistolet Portalowy – tylko podróbka.
-Że co?
-Zrobiłem ją na wszelki wypadek, gdyby prędzej czy później byłbym skazany oddać oryginalny Pistolet czy coś w tym stylu. A w przeciwieństwie do oryginalnego nie potrafi otwierać Portali do każdego Wszechświata – tylko do Planety, gdzie mieszkają zmutowane ośmiornice.
-To wiele wyjaśnia…
-No dobra, wracajmy już do domu. –po chwili Rick wyciągnął z fartucha ‘’oryginalny” pistole i otworzył portal-Swoją drogą, miło by było gdybyś również raz uratował mi dupsko.

  Po chwili oboje znaleźli się już w domu. Kiedy już wrócili, Rick udał się do garażu, a Morty na dół, do salonu, gdzie już siedziała jego starsza siostra, Summer. Obecnie patrzyła się w telefon, jednak po chwili rzuciła wzrok na swojego brata.
-O, cześć Morty.-powiedziała sucho-I jak? Zgaduję, ze wynudziłeś się z dziadkiem.
-Wiesz co Summer?-powiedział-To było zupełnie bardziej szalone niż myślałaś…

  Nastał wieczór. Zgodnie z obietnicą rodziców, już wrócili. Oboje akurat udali się do kuchni.
-Cześć!-powiedziała Beth-Tęskniliście?
-O, cześć kochanie.-powiedział Rick
Jego córka od razu się uśmiechnęła.
Po chwili do mężczyzny podszedł Jerry. Oboje rzucili na siebie wrogie spojrzenie.
-I jak tato?-spytała Beth-Weekend z Morty`m się udał?
-Tak, tak.-odpowiedział po czym wziął do ust łyk alkoholu
-Pomimo małych trudności…-dodał Morty-Ale…udało się nam znaleźć wspólny język.
-To świetnie. Dobra, to ja już zacznę szykować kolację.

 Było już późno w nocy. Rick obecnie siedział w garażu i nad czymś majsterkował. Po chwili do garażu wszedł Morty.
-Cholera!-wystraszył się sześćdziesięciolatek-Myślałem, że śpisz…
-Nie mogę zasnąć.-wyjaśnił chłopiec-A poza tym muszę jeszcze coś załatwić.
-Aha….
Po chwili niespodziewanie czternastolatek go przytulił.
-Dzięki za ten weekend.-powiedział-To było…wow…
-Ta, nie musisz mi dziękować.-jego dziadek się lekko zawstydził-A teraz spadaj – jestem zajęty, a ty już powinieneś spać.
-No dobra.  Dobranoc Rick…
I wyszedł z garażu.

C.D.N

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego